Dzieciństwo

Przystanek I

Dzieciństwo. Szkoła i Kasprowicz. 

Andrzej Skupień Florek urodził się 25 listopada 1902 roku na Stołowem, które jest przysiółkiem Białego Dunajca. Na początku XX wieku to oddalone od wsi osiedle było trudno dostępne ze względu na brak dobrej drogi i sporą odległość, dzielącą je zarówno od Białego Dunajca, do którego należało administracyjne, jak i do Poronina, w którym mieścił się kościół parafialny, a także mała szkoła. 

Kiedy Andrzej Skupień Florek został jedynie pod opieką swojego dziadka, nie miał kto sprawować nadzoru nad postępami w nauce przyszłego poety. Nikt też nie przypuszczał, aby mały Jędrek w jakikolwiek sposób miał związać swoje przyszłe życie z wiedzą, uczeniem się i nieustannym rozwojem. Nikt też tego od niego nie wymagał. Były to czasy, kiedy rodzice często zabiegali o to, aby ich dzieci wcześniej skończyły naukę szkolną i mogły się w całości poświęcić pracy na gospodarstwie, która była ich realną i najczęściej jedyną dostępną i powszechnie akceptowaną drogą dalszego życia.

Niemniej jednak obowiązek szkolny kazał zapisywać dzieci do szkoły i choć rozmaicie bywało z jego rzeczywistym wypełnianiem, każde góralskie dziecko figurowało w szkolnym wykazie uczniów.

Andrzej Skupień zachował bardzo niewiele wspomnień ze swoich szkolnych lat. Czas intensywnej i świadomie podejmowanej edukacji przypadł na inny okres jego życia.

Czasami jednak, po latach pojawiały się w jego pamięci obrazy przeżyć z małej wiejskiej szkółki, których sens i znaczenie był w stanie docenić dopiero z perspektywy dorosłego, świadomego człowieka. A oto jedno z nich:

Kasprowicza poznałem i po raz pierwszy widziałem tu, w Poroninie, w okresie jego dwurocznego pobytu. Było to przed pierwszą wojną światową, bodajże w 1913 roku, kiedy jako uczeń dwuklasowej szkółki ludowej bawiłem się z kolegami na małym szkolnym placyku. Wtedy drożyną obok tego placyku wiodącą do kościoła, co stał naprzeciw naszej szkoły, szedł Jan Kasprowicz w towarzystwie księdza proboszcza Franciszka Nycza. Dziś wiedzę jego wspaniałą postawę rosłego mężczyzny o szerokich ramionach. Był bez nakrycia głowy. Jego włosy wydawały się jakby przyprószone siwizną. Jego twarz okalał zarost, zwieńczony zgrabną, szpiczastą bródką.

Pewnego dnia nasz nauczyciel zaprosił do naszej klasy Jana Kasprowicza, który pokazał nam swoją poetycką robotę, odczytując jeden wiersz czy też może więcej – tego już dziś nie wiem. Pamiętam za to, że na pewno wygłosił wówczas wiersz pt. „Ballada o słoneczniku”. […]. Kiedy odchodził z naszej klasy, każdemu z nas podawał swoją grubą rękę ściskając nasze maleńkie, szare jak ptaszki dłonie. A wtedy na pożegnanie dziewczynki pięknie i niziutko dygały, a my, chłopcyska, ostro szurgali nogami po chropowatej podłodze klasy. Potem, kiedy już byliśmy sami, spieraliśmy się o to, kogo mocniej poeta za rękę uścisnął.

Było to moje pierwsze i ostatnie spotkanie z poetą. Więcej się już z Kasprowiczem nie widziałem.

Nikt też nie mógł przypuszczać, że tam w małej wiejskiej szkółce spotkali się dwaj poeci. Bardzo różni, bardzo od siebie odlegli, ale jednak poeci. Ludzie, którzy upodobali sobie słowo. I Podhale.

Opracowanie: dr hab. Anna Mlekodaj


Dzieciństwo. Samotność.

Andrzej Skupień Florek urodził się 25 listopada 1902 r. na Stołowem, przysiółku Białego Dunajca, jako pierworodny syn Józefa Skupnia i Wiktorii z domu Palider. Gdy był siedmioletnim chłopcem jego rodzice wyjechali do Ameryki zabierając ze sobą młodszą córkę Antoninę. Jędrusiem zajął się dziadek Florian. O tym wydarzeniu Skupień Florek wielokrotnie pisał krótko, ale przejmująco: „Zostałem sam”. To trudne, zwłaszcza w okresie dzieciństwa, doświadczenie osamotnienia nie było w jego życiu jedynym. Gdy miał 14 lat zmarł dziadek Florek, a opiekę nad chłopcem objął kurator sądowy. W 1924 r. Florek ożenił się z Agnieszką Rzepką z Gliczarowa, która po kilku latach małżeństwa zmarła. W 1932 r. wziął ponownie ślub z 14 lat od siebie młodszą Antoniną Łukaszczyk z Budzowego Wierchu. Również i ten związek nie przetrwał. Antonina zmarła w 1961 r., a Andrzej kazał wyryć na jej nagrobku słowa: „Umilkło Twoje serce, którego dobroć była siłą i światłem moich dni”. Andrzej Skupień Florek, nie doczekał się własnego potomstwa.

Poczucie samotności, opuszczenia, smutku i niespełnienia oddaje dobrze jeden z jego utworów „O swoim Zywobyciu” napisany prawdopodobnie w 1946 r. W teście tej wierszowanej gawędy znajdują się między innymi ciekawe opisy zabaw dzieci wiejskich.

W archiwum Andrzeja Skupnia Florka, przechowywane są trzy wersje tego interesującego tekstu. Pierwsza to surowy rękopis z 1946 r. zapisany w niewielkich rozmiarów zeszycie, z dołączoną odręczną notatką sporządzoną na luźnej kartce papieru:

Warszawa, 23.9.57

Szanowny i Drogi Panie Skupień,
Odsyłam – jak obiecałem – Wasz zeszyt.
Przemówienie przepisaliśmy i będziemy drukować, ale musimy trochę skrócić, bo wyszło na całe 5 stron maszynopisu. Będzie w numerze 18 „Orki”. Który Wam prześlemy na Stołowe.

Przesyłam pozdrowienia i wyrazy szacunku
Zbigniew Wasilewski
1 złącznik: zeszyt”

Kolejne dwa egzemplarze gawędy zapisane na maszynie, datowane są na rok 1962. Jeden napisany gwarą nosi tytuł „O Swoim Zywobyciu”, drugi opisany jako tekst literacki został zatytułowany „Ballada o Swoim Żywobyciu”. Oba różnią się od pierwopisu z 1946 r. między innymi wpleceniem wątku dotyczącego śmierci żony Antoniny.

Poniżej publikujemy trzy wersje tekstu sporządzone przez Andrzeja Skupnia Florka.

  • Wersja I – przepisana z rękopisu sporządzonego w 1946 r. Zachowane zostały w niej oryginalna forma i styl autora, bez wprowadzania poprawek dotyczących gramatyki, ortografii, stylistyki czy układu.
  • Wersja II – cyfrowo odwzorowany maszynopis tekstu „O Swoim Zywobyciu” z 1962 r. – tekst gwarowy.

  • Wersja III – cyfrowo odwzorowany maszynopis tekstu „Ballada o Swoim Żywobyciu” z 1962 r., opisany przez Andrzeja Skupnia Florka jako literacki.

Opracowanie: Anna Kozak


Autor: gok

Kategorie: Izba Pamięci Andrzeja Skupnia Florka w Białym Dunajcu – Stołowem

Kalendarz