Przystanek III
Na swoim – gazdówka. Troska o dobro wsi
Życie na Podhalu było ciężkie. Rodziny często cierpiały biedę. Jej przyczyną były nie tylko niska jakość gleby oraz nieprzyjazny klimat, ale także nikła świadomość tego, w jaki sposób można by zmodernizować uprawę ziemi, aby czerpać z niej jak największe korzyści.
W pierwszych dekadach XX na Podhalu uprawiano rolę tradycyjnie, w sposób przejęty od dziadów i pradziadów. Tymczasem postęp w nauce, a co za tym idzie także w dziedzinach związanych z hodowlą zwierząt i uprawą ziemi oferował nowoczesne rozwiązania.
Troszczył się o oświatę rolną kiełkujący w II dekadzie XX wieku ruch podhalański, czego najlepszym dowodem było wydanie w 1913 roku broszury autorstwa Maksymiliana Komara pt. „O podniesienie gospodarstw włościańskich na Podhalu”.
Troszczył się o to także Andrzej Skupień Florek, który zawsze z dumą podkreślał swoje chłopskie pochodzenie oraz głębokie przywiązanie do ziemi połączone z troską o jej właściwą uprawę. W jego rozumieniu było to istotną częścią gazdowskiego honoru. Dobry gospodarz to taki, który dobrze zarządza całym swoim dobrem, które stanowi oddana jego opiece ziemia, hodowane przez niego zwierzęta, a także wszelkie gazdowskie zabudowania i sprzęty. Gospodarz nie tylko winien mieć staranie o to wszystko, ale także ma obowiązek tak gazdować, aby dać swojej rodzinie godne utrzymanie. Dlatego też nie powinien stronić od nauki, od korzystania z nowoczesnych usprawnień, od stosowania nieznanych wcześniej, a sprawdzonych i potwierdzonych naukowo sposobów kultywacji swojej ziemi.
Aby przekonać do tego swoich braci Podhalan, Andrzej Skupień Florek z własnej inicjatywy podjął się przeprowadzenia eksperymentu agrarnego na swojej ziemi. Udowodnił, że stosując odpowiednie sposoby uprawy, można znacznie podnieść wysokość i jakość plonów. Jego gospodarstwo nie było duże. Obywał się bez konia, któremu trzeba byłoby zapewnić zimowe utrzymanie, co przekraczało możliwości kilkumorgowej gazdówki. Mimo to, a może właśnie dlatego jego eksperyment nie tylko się sprawdził, ale także był wiarygodny w oczach innych drobnych gazdów, których na Skalnym Podhalu nigdy nie brakowało.
W pierwszych latach po II wojnie światowej Andrzej Skupień Florek wielokrotnie podnosił temat racjonalizacji gospodarstw na Podhalu. Nie stronił także od krytyki, czym zapewne narażał się władzom PRL.
W 1950 roku Podhale cierpiało ogromny nieurodzaj, z którego powodu rolnicy nie mogli zebrać wystarczających ilości paszy dla sowich trzód. Z tego powodu w zimie z 1950 na 1951 pogłowie bydła na Podhalu znacznie spadło. Andrzej Florek Skupień w oficjalnym „Liście ze wsi” nie szczędził krytyki ówczesnym władzom. Pisał:
Jeżeli chodzi o naszą spółdzielczość samopomocową, na którą w owym krytycznym czasie patrzyli i liczyli wszyscy rolnicy – to trzeba rzec, że spółdzielczość, a raczej kierujący nią ludzie zawiedli i wykazali ogromne niedołęstwo i to tak w skupie żywca, jako też i w dostarczeniu paszy przez zorganizowanie dowozu. Są to duże błędy, które obecnie mszczą się i dają znać o sobie brakiem mięsa.
Dalej zaś chwali prywatną inicjatywę:
Dzięki inicjatywie niektórych jednostek spośród miejscowego chłopstwa, które w porozumieniu z PGR i gospodarzami z Ziem Odzyskanych zorganizowały wagonowy dowóz słomy i siana, uratowano 30% bydła, jakie niechybnie miało iść na zabicie.
Następnie zaś stawia szereg niewygodnych pytań:
Dlaczego władze CRS względnie powiatowe władze spółdzielcze nie mogły dostarczyć rolnikom potrzebnej paszy dla zwierząt, a dlaczego mogli to zrobić prywatni ludzie?
Dlaczego GS w Poroninie mogła sprowadzić 3-4 wagony słomy, a nie sprowadziła więcej?
Dlaczego ta sama Gminna Spółdzielnia umożliwiła sprzedaż tej słomy jedynie gospodarzom kontraktującym uprawę lnu na rok 1951? Co powiedzieć o członkach i pracy takich zarządów w powiecie, w gminie?
Były to pytania powodowane szczerym oburzeniem, a także wiarą, że Polska Ludowa będzie rzeczywiście przejęta losem drobnych rolników, a wspólne dobro całego kraju w istocie będzie organizować wszystkiej jej działania.
Dziś wiadomo, że nie były to dobre czasy na stawianie tego typu pytań.
Dziś wiadomo, że były to czasy stalinowskie, a Andrzej Skupień Florek miał sporo szczęścia w tym, że nikt z wiadomych służb nie zainteresował się jego przedwojenną działalnością.
Opracowanie: dr hab. Anna Mlekodaj
Andrzej Skupień Florek swój pierwszy artykuł napisał w 1931 r. Dotyczył on tematów gospodarczo-rolniczych. Dzielił się w nim wynikami doświadczeń na temat nawożenia, które przeprowadził na własnym gruncie. Tekst został opublikowany w czasopismach „ Gospodarz Polski” oraz „Gazeta Podhalańska”.
Poniżej zamieszczamy cyfrową wersję artykułu w jego rękopiśmiennej, pierwotnej formie. Tekst pochodzi z archiwum Andrzeja Skupnia Florka i jest przechowywany w Izbie pamięci Andrzeja Skupnia Florka w Białym Dunajcu na Stołowem.




Opracowanie: Anna Kozak
Na swoim – rodzina. Troska o trzeźwość narodu
Andrzej Skupień-Florek był zagorzałym wrogiem alkoholu. Jeszcze jako młody człowiek mocno związał się z Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży Męskiej, działającym przy parafii w Poroninie, a jednym z warunków przynależności do tej organizacji było zachowanie trzeźwości. Organizacją nadrzędną dla Stowarzyszenia był Polska Akcja Katolicka, która powoływała w parafiach organizacje tego typu nie tylko dla młodych mężczyzn, ale także dla dziewcząt oraz osób, które żyły w sakramentalnym związku małżeńskim. Andrzej Skupień Florek w latach 30. XX wieku został wybrany na prezesa Polskiej Akcji Katolickiej w Poroninie, co jeszcze mocniej utwierdziło go w obranej drodze trzeźwości.
Jedną z form działalności Akcji Katolickiej w diecezji krakowskiej była organizacja Ludowego Uniwersytetu Katolickiego z siedzibą w „Domu Orłów” w Suchem. Późną jesienią 1937 roku w jego progach uroczyście powitano pierwszych studentów Katolickiego Uniwersytetu Ludowego. Byli to druhowie KSMM z różnych miejscowości diecezji. Spędzili w Domu Orłów zimę. W tym czasie rozwijali swoje życie duchowe, pogłębiali wiedzę na temat prawd wiary, zapoznawali się z wybranymi aspektami kultury, uczyli się o historii i współczesności Polski oraz tego, jak zadbać o jej przyszłość.
Andrzej Skupień Florek został poproszony o słowo. W sumie przygotował i wygłosił w Domu Orłów trzy mowy.
Pierwsza wybrzmiała w dniu inauguracji KUL-u, w której brali udział m.in. ks. metropolita krakowski książę Adam Stefan Sapieha, wojewoda krakowski Józef Tymiński, starosta nowotarski Marian Głut oraz duchowieństwo z ks. prałatem Parysiem na czele. Była to zatem pierwsza mowa Andrzeja Skupnia Florka wygłoszona wobec tak wysokich rangą dostojników kościelnych i państwowych.
Druga mowa była skierowana do uczących się druhów 20 listopada 1937 roku, dniu święta patronalnego KSMM. Mowa miała charakter odezwy do młodych katolików, wzywającej ich do bezinteresownej służby Kościołowi i Ojczyźnie.
Trzecia mowa została napisana 26 lutego 1938 roku, w dniu zakończenia pierwszego kursu KUL-u w Domu Orłów. Andrzej Skupień Florek składa młodym życzenia:
Życzę wam, by wasza wiara, siła i tu zdobyta wiedza społeczna katolika i Polaka rozjaśniła syćkim Polakom umysły i serca, bo tylko mądrość da siłę i moc naszemu narodowi.
Niechęć do alkoholu Andrzeja Skupnia Florka wynikała nie tylko z mocnego trwania przy walczącym z nałogami Kościele, ale także z żywionego przez niego głębokiego przekonania, że pijaństwo stanowi jedną z największych niszczycielskich plag zarówno na Podhalu, jak i w całej Polsce.
Jako publicysta kilkakrotnie podejmował ten drażliwy temat także po II wojnie światowej. W artykule pt. „Nasz największy wróg w odrodzonej Polsce” (1947), otwarcie piętnował nałóg pijaństwa. Mając dostęp do danych statystycznych, pisał:
Jak strasznie byliśmy rozpici przed wojną świadczy taki fakt: w roku 1928 Polska wydała na utrzymanie wojska 824 448 000 zł, a na utrzymanie szkół 397 milionów, czyli razem na utrzymanie szkół i wojska razem wydano 1 221 448 000 zł. Zaś na alkohol wydaliśmy w tym samym roku o 222 552 000 zł więcej niż wydali na wojsko i szkolnictwo razem. Nic więc dziwnego, że mieliśmy w Polsce (i nadal mamy) tylu analfabetów, skoro w Polsce mieliśmy więcej karczm niż szkół. Znam miejscowość w tutejszym regionie, w której istniały 4 karczmy, a tylko jedna szkoła i to w budynku wynajętym. A czy owa szkoła była jedyną tego rodzaju w Polsce?
W dalszej zaś części artykułu Andrzej Skupień Florek odnosi się do tragicznych skutków nadużywania alkoholu, które dotyczą rodziny.
A ile dzieci – pyta – z powodu pijaństwa staje się – ze tak powiem – dziadami? Ile tępieje zdolnych talentów? Ile niszczy się chleba? […] Może to i prawda, że starych ludzi – nałogowych pijaków – naprawić się nie da, ale są młodzi ludzie: młodzież i dzieci, a tych można urobić i wychować porządnie na zdrowy narów.
Dalej zaś proponuje:
Walkę z pijaństwem trzeba zacząć od tego, by przerwać pochód sił rezerwowych, które zwiększają armię pijaków. To znaczy powstrzymać, nie pozwolić, nie nauczyć pić młodzieży!
Całą zaś wypowiedź kończy apelem:
Do ciebie zaś, młodzieży, coś jest przyszłością narodu, zwracam się, byś z całą siłą swej woli oparła się wszelkim namowom do pijaństwa. Nie rób się niewolnikiem nałogu, jakim jest pijaństwo. Idź śladem ludzi trzeźwych, zostań trzeźwą, a zbudujesz lepszą przyszłość. Z twej woli wyrośnie Polska trzeźwa, bogata, silna, zdrowa i wesoła!
Zanim powyższe słowa zostały wydrukowane w „Gazecie Podhalańskiej”, która krótko ukazywała się także po II wojnie światowej, zostały one przez Andrzeja Skupnia wygłoszone w formie referatu na wiecu antyalkoholowym, który odbyła się w Poroninie 2 lutego 1947 roku.
W rodzinnym domu Andrzej Skupnia Florka na Stołowem, mimo że był on swoistym centrum tego przysiółku, w którym na posiadach spotykali się okoliczni gazdowie, nigdy nie nadużywano alkoholu. Rodzina poety był wolna od tego dosyć powszechnego wówczas problemu, przez co jej zamożność wzrastała, a zarówno córka Florka, jak i mieszkający w bezpośrednim sąsiedztwie jej naturalni bracia i siostry mogli cieszyć się szczęśliwym i beztroskim, choć pracowitym dzieciństwem.
Opracowanie: dr hab. Anna Mlekodaj

