Przystanek IV
Twórca i badacz. Poeta i gawędziarz
Andrzej Skupień Florek był definiowany jako poeta ludowy, z czym sam się zgadzał, podkreślając chłopski charakter własnej twórczości poetyckiej. Na czym by ta chłopskość miała polegać?
Przede wszystkim chodzi o wykreowaną w tekstach osobę mówiącą. O tzw. podmiot liryczny, czyli kategorię poznawczą, przez której pryzmat my – czytelnicy – oglądamy świat przedstawiony w utworach. Osoba mówiąca w wierszu niekoniecznie musi być (i zwykle nie bywa) alter ego autora. Niekoniecznie też wyczerpuje wszystkie jego możliwości poznawcze i intelektualne. Osoba ta jest zawsze kreacją. Nawet jeśli nosi w sobie cechy, które dałoby się przypisać jej twórcy i z którymi on sam się głęboko utożsamia. Autor powołuje ją do życia i obdarza potencjalną nieśmiertelnością. Sam zaś w swoim czasie – odchodzi.
Ten, kogo Andrzej Skupień Florek powołał do życia w swoich wierszach, jest góralem, gazdą i wielkim miłośnikiem Podhala. Urodzony na Podhalu, żyjący z pracy na roli, która go utrzymuje, oddaje serce swojej rodnej ziemi. Serce przepełnione wdzięcznością na równi za to, że ta skalnica żywi, jak i za to, że zachwyca swoim pięknem. Osoba mówiąca w wierszach Andrzeja Skupnia Florka łączy w sobie wszystkie te trzy perspektywy za pomocą gwary – mowy ściśle powiązanej z doświadczeniem gazdowskiego, rolniczego życia. W efekcie spod pióra Andrzej Skupnia Florka wyszły teksty proste, szczere i uczciwe. Dalekie od pozy i niefortunnego zwykle wyrywania się poza horyzont codziennego doświadczenia, choć pogłębione przez ogólniejszą refleksję. Jak choćby ten:
Pieśń o ziemi naszej
Nasa ziemia podhalańska
Niebogato w plony,
Ale za to straśnie piekno,
To jom miłujemy.
Nie rodzi sie tu pszenica,
Łan zyta nie sumi,
Ale ludzie syćka syci
I strojnie ubrani.
Nie rodzi się zodne proso
I tatarki ni ma,
Ale grule zawdy roznom,
Lo krów kunicyna.
Rożnie owies, piękne siano,
Smreki śmigłe w lesie
I dziewcynta śwarne rosnom
Chłopcy gibcy w pasie.
Co sie rodzi na tyj ziemi
I co tutok momy
Ponad śrybła, perły, złota
Sercem miłujemy.
Nom tu dobrze i wesoło
To se tyz śpiywomy
I za zodne skarby świata
Ziemi swej nie domy.
Jako gawędziarz, Andrzej Skupień Florek włączył się w nurt, który na Podhalu miał już długą tradycje. Opowiadanie historii, pouczających o tym, co właściwe, wyjaśniających to, co niezrozumiałe, pocieszających tych, którzy są w kłopocie, rozbawiających tych, którzy się smucą lub są zmęczeni trudem codziennego życia, zawsze miało wśród górali swoich mistrzów. Jan Krzeptowski Sabała nie była ani pierwszym, ani ostatnim z nich. Był ważnym ogniwem długiego łańcucha tradycji słowa mówionego, którego innym, późniejszym, lecz także nie ostatnim, stał się Andrzej Skupień Florek.
Jako gawędziarz wygrywał wiele konkursów, w tym Sabałowe Bajania w Bukowinie Tatrzańskiej. Prezentował się także w Kazimierzu nad Wisłą. Wraz z twórcami zrzeszonymi w STL jeździł po całej Polsce, prezentując w lokalnych domach kultury oraz w zakładowych świetlicach pracowniczych swój kunszt zawołanego gawędziarza. Także na Podhalu bywał częstym gościem pensjonatów, zapraszany na wieczorki prezentujące kulturę regionu. Odwiedzał szkoły i przedszkola. Zróżnicowanie odbiorców sprawiło, że w repertuarze gawędziarskim Andrzeja Skupnia Florka znalazły się teksty o szerokim wachlarzu tematycznym, tak, aby były stosowne do potrzeb i możliwości odbiorcy. Zapis gawęd nigdy nie odda w całości ich kunsztu, na który oprócz samego słowa składały się także tembr głosu, gestykulacja, a nade wszystko wzrokowy i emocjonalny kontakt ze słuchaczami. Zapis gawęd przypomina zapis tekstu dramatu scenicznego – jest tylko utrwaleniem jednego wymiaru złożonego działa, którego istotą jest powstawanie na oczach wiedza. Po latach zapis gadek Andrzeja Skupnia Florka pozwala jednak odkryć ich inne walory, jak kompozycja, błyskotliwość obserwacji, dystans do świata i samego siebie, a także unoszący się nad wszystkim humor, do którego podhalańska gwara ma niezwykłe wręcz predylekcje.
Proszę zresztą ocenić samodzielnie. Oto mały przykład Florkowego gawędziarstwa.
Równy podział
Mój kumoter Sobek zzo młaki mioł straśnie złom babe, ze nijakim światem ni móg ś niom wytrzymać. Tozto nie było innyj rady, ba wniós skarge do sądu o rozwód. Prziseł cas, ze staneni przed sędziom. Źli jeden na drugiego, ze ani patrzeć na sie ni mogom – bocom sie i przezywajom. Kozdy prociw drugiemu mo swojego adukata.
Rozprawa leci, adukacio ze stronami dokwalujom co i jako, jaz w jednyj kwili adukat Sobkowyj baby zwraco sie do sądu i godo:
– Wysoki Sądzie, moja klientka zgodzo sie na ozwód, ale pod jednym warunkiem: domogo podziału całego dobytku na dwie połowy.
– Dobrze – godo adkukat Sobkowy – mój klient sie zgodzo. Ale godo tyz, ze majom troje dzieci i ze tyz ik trza bedzie podzielić na dwie połówki: babie telo samo co i jemu. Jak równo, to równo.
Z tego wynikła między adukatami strasno wojna na słowa, ze som sędzia nie wiedzioł, co mo robić. Adukaci sie wadzili, sędzia stukoł młotkiem o cise, ale to nie dawało wiele. Zezłościła sie tym syćkim Sobkowo baba i godo do swojego chłopa tak:
– Podź, Sobek, du dumu. Dziś nic tu nie wygromy. Przydziemy zaś za rok. Wtej bedziemy mieć ćworo dzieci.
Opracowanie: dr hab. Anna Mlekodaj
Pierwszy wieczór autorski
W 1955 r. w Zakopanem powstało Towarzystwo Miłośników Ludowej Kultury i Sztuki Góralskiej. Działało do 30 grudnia 1961 r. Odegrało istotną rolę w życiu kulturalnym miejscowości. Wśród członków założycieli znaleźli się: Juliusz Zborowski (1888-1965), językoznawca, badacz kultury ludowej Podhala, w latach 1922-1965 kierownik Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, Mikołaj Alojzy Kaszyn (1895-1977), aktor teatralny, pierwszy zawodowy pracownik Polskiego Towarzystwa Radiotechnicznego, a następnie Polskiego Radia, jeden z pierwszych spikerów i reżyserów radiowych, Jan Orland Pasierb (1903-1984), polski pianista i kompozytor, Wanda Jostowa (1906-2000), polska etnografka, muzealniczka, nauczycielka, współzałożycielka i dyrektorka Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej, Roman Brandstaetter (1906-1987) polski pisarz, poeta, dramaturg, tłumacz.
15 marca 1957 r. w ramach Towarzystwa powstała Sekcja Literacka, a jednym z jej współzałożycieli był Tadeusz Bocheński (1895-1962), nauczyciel, poeta, tłumacz muzyk. Jej zadaniem było popularyzowanie ludowych poetów i gawędziarzy, między innymi poprzez organizację comiesięcznych zebrań na których mieli okazję prezentować swą twórczość. W 1956 r. do tej grupy dołączył Andrzej Skupień Florek. Rok później Towarzystwo urządziło mu w klubie „Turnia”
w Zakopanem pierwszy wieczór autorski. Z tego ważnego w życiu podhalańskiego poety i gawędziarza wydarzenia zachowały się dwie interesujące fotografie wykonane przez Władysława Wernera prezentowane w pomieszczeniu Izby Pamięci Andrzeja Skupnia Florka w Białym Dunajcu – Stołowem.
Wyjątkową pamiątką tego wydarzenia jest maszynopis autorstwa Florka z tekstem jego wystąpienia, którym poprzedził swoją prezentację w „Turni”. Poniżej zamieszczamy jego cyfrową kopię.




Opracowanie: Anna Kozak
Badacz
Andrzej Skupień Florek
Biały Dunajec – moja wieś rodzinna
Fragmenty
Początek Białego Dunajca, […] ciężary i życie włościan na przestrzeni czterech wieków od roku 1579
Wieś Biały Dunajec, moja wieś rodzinna, o której dziejach i życiu ludności piszę w niniejszej pracy, jest umiejscowiona na Podhalu i dlatego, żeby rzecz i całość ustroju lepiej poznać, powiem najpierw o Podhalu. A więc przymknijmy oczy, aby nie widzieć tego ogromnego przeludnienia ani tego zagospodarowania, jakie jest dzisiaj, i przenieśmy się do XII wieku, kiedy jeszcze nie było Podhala, a nazwa ta nie była znana ani wymieniana.
Nazwa „Podhale” zrodziła się dopiero w XIX wieku, a po raz pierwszy wymienia ją ks. Michał Głowacki w roku 1830 w „Dzienniku podróży podkarpackiej”, pisząc dnia 28 lipca, że opuszcza Hale i pod hale”. Mówiąc o tym należy dodać, że Podhale w tamtym czasie , to znaczy przez 130 laty, nie było takie wielkie, jak jest obecnie, bo jak Stanisław Eljasz Radzikowski w swej pracy „Zakopane przed stu laty” (1901 rok) pisze: „[,…] wioski leżące bliżej Nowego targu nazywano starostwem, a te bliżej gór nazywano Podhalem, a te bezpośrednio pod górami nazywano Podhalem Skalnym”. […]
***
Prawa i przywileje królewskie
Pierwsze wiadomości o akcji osadnictwa na tym terenie pochodzą dopiero z okresu rządów Henryka Brodatego, Piasta z linii śląskiej, który zarządzał także dzielnicą krakowską. Do niej też zaliczały się tereny dzisiejszego Podhala. On to, Henryk Brodaty, prawdopodobnie podarował nowatorszczyznę razem z okolicą górnej Raby, swojemu wojewodzie Teodorowi Cedrze z rodu Gryfitów, z tym że miał on skolonizować ten obszar wedle tych samych praw, jakie posiadali w Polsce osadnicy niemieccy. […] Wieś, która rządziła się prawem niemieckim, poznawało się po tym, że grunta jej leżały zazwyczaj w trzech partiach na każdą uprawę plonu osobno, że ma wspólne pastwiska i przegony, że w środku wsi ma obszar z miejscem na kościół, sklep, karczmę, jatki i inne obiekty użyteczności publicznej. Prawem niemieckim były też osadzane miasta, które wyróżniały się czworobocznym rynkiem z wybiegającymi z niego w prostych liniach ulicami. […]
***
Pod zaborem Austrii
Rozwój wsi pod względem rozrostu gospodarstw w tymże czasie zostaje zahamowany skutkiem rozrostu gospodarstw w tymże czasie zostaje zahamowany skutkiem ucieczki młodych za granicę z powodu wieloletniej służby wojskowej. Ciężary i powinności ludność świadczyła coraz bardziej niechętnie i opieszale tak, że zarząd kameralny nasyłał do wsi rekwizytorów wojskowych do zbierania czynszów. Ci tak długo byli we wsi, aż zebrali wszystkie należności i daniny. Przez cały okres pobytu we wsie byli na jej utrzymaniu, a wyłącznym ich pożywieniem był drób, który na ich rozkaz musiały gospodynie codziennie dostarczać i gotować. Niebawem nastąpiły dalsze zmiany na Nowotarszczyźnie, bowiem rząd austriacki, a raczej dwór cesarski, znalazł się w wielkich kłopotach finansowych tak, że w roku 1809 zaciągnął pożyczkę w wysokości 10 milionów guldenów, a wierzyciele dla zabezpieczenia obciążyli hipotekę dóbr kameralnych. Nie mogąc sobie dać rady z ogromem trudności, rząd postanowił na podstawie dekretu z 16 czerwca 1811 roku, sprzedać swoje dobra kameralne, w tym i Nowotarszczyznę, osobom prywatnym. […] Wieś Biały Dunajce wraz z wioskami Szaflary, Zaskale, Bańska, Poronin, Gliczarów, Skrzypne, Mur i Zasichle weszły w skład grupy trzeciej, zwanej szaflarską, którą na licytacji 27 maja 1819 roku kupili państwo Tomasz i Honorata z Domaradzkich Uznańscy za cenę 11 850 złotych reńskich. […]
***
W wolnej Ojczyźnie
[…] W roku 1922 na podstawie polskiego prawa wyborczego odbyły się wybory radnych do samorządu gminnego. Kobiety wzięły w nich udział na równi z mężczyznami. Do okręgu wyborczego należeli tez młodzi mężczyźni niebędący gospodarzami. Biały Dunajec miał prawo do wyboru 24 radnych. Pierwszym wójtem po latach niewoli, został młody gospodarz – maturzysta Ludwik Cudzich Baców. Po pięcioletnim jego urzędowaniu władza przeszła w ręce Wincentego Majerczyka, który był wójtem aż do końca istnienie gmina jednostkowych, tj. do końca 1935 roku. […]
W tym czasie powstała w Biały Dunajcu fabryka tektury drzewnej. Jej budowę zapoczątkowali w roku 1925 inż. Czajewski i p. Ordońska z Krakowa. Wykupili od gospodarzy grunta na przeprowadzenie koryta wodnego i stworzenie placu znajdującego się między mostami kolejowym i kołowym Cudzichów. Jednakże inicjatorzy tego dzieła do końca nie doprowadzili, lecz sprzedali je w całości Koppelmanowi i Tibergerowu do spółki. Była to rzecz doniosła dla miejscowej ludności pod względem gospodarczym, gdyż sama budowa fabryki, jak i praca w niej dawała ludności zarobek na miejscu.
Pod niemiecką okupacją
[…] W ostatnich miesiącach ludność wyraźnie bojkotowała oddawanie kontyngentów bydła na spęd, jak też i mleka, co było powodem masowego zabierania bydła przez specjalne brygady karnych ekspedycji wojskowych złożonych z Mongołów i Ukraińców, będących na żołdzie niemieckim. Niespodziewanie wpadali do wsi, otaczając część domów, i zabierali wszystko bydło. Więc znowu trzeba było uciekać góry i lasy, gdzie całymi tygodniami przetrzymywano bydło na mrozie i w śniegu. Donoszono im karmę nocami z domów, gdyż nie wiadomo było, kiedy znowu wpadną Niemcy na następny rabunek. […]
W niedzielę dnia 28 stycznia przybyli specjalni wojskowi i minowali mosty, kołowy most z betonu i drugi kolejowy, z których pierwszy w nocy wysadzono, a drugi ocalał dzięki odważnym ludziom, którzy most rozminowali. Tylko Jaśkowi Buńdzie nogę urwało. […]
Stołowe, 1946 rok
Opracowanie: dr hab. Anna Mlekodaj

